Skocz do zawartości

Tomek_J

Użytkownicy
  • Zawartość

    38
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

O Tomek_J

  • Tytuł
    Podglądacz
  • Urodziny 01.01.1970

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Tomek_J

    S1 Pyrzowice - Podwarpie

    Mieszkam tuż obok, bardzo często z tego odcinka korzystam i potwierdzam opinię Nyku: droga jest ok, winni są kierowcy. I dodam, że bardzo często nadmierną brawurę wykazują motocykliści, a nie kierowcy samochodów (mam wrażenie, że ci ostatni częściej, niż gdzie indziej, jadą tam przepisową 90-ką).
  2. Tomek_J

    Gliwice, 04.09.2018

    Sprzed kwadransa: jadąc dziś w deszczowy poranek do roboty na drodze 88 w Gliwicach widziałem wypadek z udziałem motocykla, TIR-a i osobówki. I choć widziałem w życiu parę rozbitych motocykli, to tak zmasakrowanego jeszcze nigdy. Drobniejsze szczątki rozrzucone obficie na przestrzeni kilkudziesięciu metrów, a sam motocykl wyglądał dosłownie tak, jakby spod prasy wyjęty. Ani jednego nie zmiażdżonego kawałka, całość jakby skompresowana do połowy normalnego rozmiaru. Na niesamowite szczęście motocyklista ewakuował się wcześniej i nie podzielił losu swojej maszyny. Opatrzność czuwała - wstał o własnych siłach. Przyczyną zdarzenia było hamowanie na mokrej nawierzchni przy dość dużej prędkości. Jesień idzie - czas trochę zwolnić...
  3. Tomek_J

    Historyjka o pewnej naprawie...

    Rzecz polega na tym, że w Polsce nie ma gęstej sieci warsztatów motocyklowych nawet w przypadku najpopularniejszych marek. Druga rzecz, że ów mechanik cieszy się na Śląsku pewną renomą - okazuje się, że nie zawsze opinie pokrywają się z rzeczywistością. A co do jazdy na kołkowanej oponie - owszem, ludzie robią tak tysiące km. Kto wie, czy sam bym też tak nie zaryzykował, gdyby chodziło o zwykłą dziurę, a nie rozcięcie. Gdyby tak załatana opona strzeliła podczas jazdy, to skutki mojego wypadku byłyby tylko moim problemem. Ale nie jechałem sam. Gdyby ucierpiała moja jadąca ze mną córka, chyba bym się z rozpaczy powiesił...
  4. FYI: W ubiegłym roku zmieniałem motocykl. Nową maszynę kupiłem w pewnym bardzo znanym na Śląsku sklepie motocyklowym nieopodal Gliwic, który sprowadza je dość licznie z zagranicy (i takim też był ten kupiony przeze mnie). Po pewnym czasie, późną jesienią okazało się, że łańcuch w moim nowym nabytku powoli kończy swój żywot, zapadła więc decyzja o jego wymianie tudzież zrobieniu paru innych drobiazgów. Poprosiłem o to poleconego mi kiedyś mechanika z niewielkiego, przydomowego warsztatu na styku Bytomia i Radzionkowa. Gdy odbierałem motocykl, usłyszałem od niego, że trzeba by zamówić nową nakrętkę tylnej osi, gdyż ta słabo trzyma; tzn. dało się ją użyć, ale za następnym razem trzeba by już dać nową. No i ok, przyjąłem do wiadomości. Tego lata na 3 dni przed zaplanowanym kilkudniowym urlopem, gdy przygotowywałem motocykl, zauważyłem ubytek powietrza w tylnym kole. Dopompowałem, ale następnego dnia rano okazało się, że powietrze nadal schodzi mimo braku widocznego uszkodzenia. Ponieważ żaden z okolicznych wulkanizatorów, wyspecjalizowanych w samochodach, nie miał chęci zająć się tematem, pojechałem do wspomnianego wyżej mechanika z Bytomia. Obejrzał - okazało się, że jednak w oponie są dwie mikroskopijne dziurki w odległości kilkunastu milimetrów od siebie, przez które bardzo leniwie uchodzi powietrze. W dodatku łączy je coś jakby rysa (jeszcze dzień wcześniej wcześniej niewidoczna). W opinii mechanika z uwagi na charakter uszkodzenia nie miało sensu klasyczne zasznurkowanie. Umówiliśmy się więc na naprawę na następny dzień - w międzyczasie on miał załatwić jakieś specjalne "superłatki". Wróciłem do domu, a następnego dnia (dzień przed planowanym wyjazdem) koło 10-tej zadzwoniłem do mechanika. Nie odebrał. Próbowałem jeszcze kilka razy w odstępach 10-minutowych z takim samym skutkiem. Koło 11-tej zdesperowany podjechałem pod warsztat - nikt nie otwierał. Spróbowałem jeszcze raz i drugi zadzwonić, ale bez efektu. Licząc na cud stałem pod warsztatem jakieś 25 minut, w międzyczasie szukając na smartfonie innych punktów, w których ewentualnie mógłbym uzyskać pomoc. Ponieważ żar lał się z nieba, odjechałem kilkadziesiąt metrów dalej i stanąwszy w cieniu drzewa kontynuowałem szukanie. I w pewnym momencie zobaczyłem z tej odległości, że w warsztacie nagle, jak gdyby nigdy nic pojawił się Pan Mechanik... Pozostawiam bez komentarza. "Rzutem na taśmę" udało mi się uzyskać przez telefon obietnicę pomocy w Zabrzu-Grzybowicach, gdzie - jak się okazało - była możliwa wymiana na oponę tego samego rodzaju, używaną, ale w dobrym stanie, umożliwiającym jeszcze przejechanie paru tysięcy km. Pan w Grzybowicach wziął mój motocykl na warsztat, a po chwili wyszedł i powiedział: "Mamy problem. Czu ktoś robił już coś z tylnym kołem ?" Powiedziałem o wymianie łańcucha. "Tamten mechanik dokręcił za mocno i uszkodził gwint na osi. Teraz nie da się odkręcić nakrętki i zdjąć koła. Kolejna próba odkręcenia zniszczy całkiem gwint." Skończyło się na rozcięciu nakrętki i trochę rozpaczliwym szukaniu nowej. Na szczęście udało się ją znaleźć. Po założeniu nowej opony Pan zwrócił mi jeszcze uwagę: "Tamten mechanik za mocno naciągnął panu łańcuch. Poluzowałem go trochę, bo jakbym to tak zostawił, to za kilka miesięcy pewnie by Pan przyszedł do mnie na wymianę łożyska w tylnym kole." Ech... Obejrzeliśmy jeszcze moją starą oponę - okazało się, że owe dwie dziureczki to były dwa końce rozcięcia. Uszkodzenie zostało zaklejone, choć było na tyle duże, że w ogóle nie powinno być w taki sposób łatane, a opona powinna zostać wywalona na śmietnik. Uszkodzenie po załataniu zostało zewnętrznej stronie dość zgrabnie (i dość trwale) zamaskowane. Po roku jazdy łatka zaczęła "puszczać", brzegi zaczęły się rozłazić i sądzę, że mało brakowało do tego, żeby rozlazła się mocniej w czasie jazdy. Pytanie, czy zrobiono to w Polsce, czy jeszcze za granicą ?...
  5. Zna ktoś jakiś garaż lub miejsce postojowe do wynajęcia na dłużej w centrum Katowic, w promieniu powiedzmy 10-15 minut piechotą od "Gwiazd" ? Z góry dziękuję za wszelkie informacje.
  6. Tomek_J

    Witam wszystkich

    Pozdrawiam po sąsiedzku, z Sączowa.
  7. Tomek_J

    Użytkownicy V stromów ! ilu was tu jest ?

    Tomek z Sączowa. DL 650, AL1/2011
  8. Panowie i panie jeżdżący na quadach i motocyklach crossowych: Mieszkam w Sączowie, wiochy opodal lotniska w Pyrzowicach. Jeżdżę wprawdzie na motocyklu, ale quady też mi się podobają, więc może kiedyś... Pozwalam sobie zamieścić ten post na tym i paru innych forach quadowych i motocyklowych z powodu wydarzenia, jakie w miniony weekend miało miejsce w mojej okolicy i uprzedzam, że będzie na ostro. Nie zamierzam się pieścić z nikim, a debila otwartym tekstem nazwę debilem. Rzecz polega na tym, że od kilku lat obserwuję, jak od czasu do czasu przez okoliczne pola, łąki i ugory coraz częściej przemyka ktoś na quadzie, czy motocyklu crossowym. Póki pomyka po drogach asfaltowych, czy gruntowych, to w sumie nie mam nic przeciwko, choć... Choć prawdę powiedziawszy uważam odkręcanie manetki na maksa i ekstremalnie głośne porykiwanie silnikiem na terenie zamieszkałym za brak kultury - tak u quadowców, jak i motocyklistów; niemniej jednak rozumiem chęć zabawy, staram się być cierpliwy, jak dotąd nie protestowałem. Moja cierpliwość jest jednak wystawiana na próbę w sytuacji, gdy widzę takiego kogoś jeżdżącego po cudzych łąkach - a zdarza się to coraz częściej. Słuchajcie, nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale każdy, kto ma łąki i pastwiska, a przy tym olej w głowie, o te łąki dba. Oznacza to, że w ciągu roku trzeba trochę czasu i pieniędzy w nie włożyć. Mam zwierzęta gospodarskie i łąkę, więc tę łąkę bronuję, wałuję, nawożę, wapnuję, koszę. Tak samo robią inni. To w skali roku kosztuje kwoty czterocyfrowe na każdy hektar, a robi się to wszystko po to, żeby trawy było więcej, a nie po to, żeby jakiemuś bucowi dawać satysfakcję kręcenia kółek i wyrywania darni z korzeniami. Rekultywacja zniszczonej kołami quada, czy motocykla łąki, nie tylko kosztuje, ale i trwa conajmniej rok. Nie spodziewam się po czytających pełnego zrozumienia, bo to zrozumie tylko ktoś, kto bawiąc się w rolnictwo poświęca swój czas i siły na to. Dla innych trawa po prostu rośnie, więc o co tu się pienić ? Może jednak powyższa informacja trafi głębiej choćby pod jeden kask i tam na dłużej zostanie, a w efekcie zaskutkuje powstrzymaniem się od takich jazdy po cudzych, stale użytkowanych terenach rolniczych. Pretekstem do napisania tego postu było zaś takie oto wydarzenie: w ostatni weekend ktoś z miejscowych bezmózgich quadowców urządził sobie w nocy dziką przejażdżkę po cudzych terenach. Także po łąkach moich i moich sąsiadów. Już wuj mu w zupę, że zlekceważył czyjąś własność, że poniszczył łąkę - srał go pies. Ale jeżdżąc sobie tak radośnie w ciemnościach wpakował się całym pędem w elektryczne ogrodzenia pastwisk. Te ogrodzenia to stalowe druty grubości ok. 1.5 mm, w więc wystarczająco mocne, a przy tym rozpięte na kilku wysokościach - słowem: idealne warunki, żeby przy większej prędkości i odrobinie pecha np. przeciąć takiemu chędożonemu pajacowi tętnicę szyjną. Debil miał wprawdzie szczęście, ale wyplątawszy się z drutów zaczął szukać drogi wyjścia, a że wszystko w okolicy było poprzegradzane, usiłując uciec skierował się do ogródka na tyłach domu sąsiada. Nie tylko poniszczył rosnące tam warzywa, ale naciął się po raz drugi - tym razem na sznury do wieszania prania, które też pozrywał. Gratuluję 200% skuteczności... Dla pełnego opisu dodam jeszcze, że wypuszczenie przez sąsiada zwierząt na pastwisko z pozrywanym ogrodzeniem skończyło się lataniem za nimi. Nie będę wnikał, co powodowało takim dupkiem, jaką mentalność trzeba mieć, żeby jeździć po cudzym terenie bez zastanowienia i bez zdroworozsądkowej oceny zagrożenia, jakie zawsze niesie jazda w całkowitej ciemności w nieznanym miejscu. Nie widzę jednak powodu, żeby nad ranem znaleźć kiedyś znaleźć na swoim terenie quada i obok wykrwawione zwłoki jakiegoś półmuzga, albo kto wie, może nawet jego głowę osobno, a potem jeszcze być z tego powodu ciąganym przez policję. Sprawcy całego zamieszania, kimkolwiek by nie był, chciałbym tylko przekazać parę słów po angielsku: "tea who you yeah bunny" ! Uprzedzam, że jeśli zobaczę ciebie lub kogoś podobnego latającego na motocyklu lub quadzie na dziko po czyichś okolicznych terenach, to nie odpuszczę, dojadę i najpierw będę prał, a dopiero potem będę dochodził, kogo i za co. A pozostałym użytkownikom 2- i 4-kołowych maszyn powiem tak: jak nas widzą, tak nas piszą. Narzekacie na forach na to, że ludzie rozpinają linki w poprzek drogi, że robią Wam awantury za ostrą jazdę i hałas - ale co by nie mówić, to się przecież nie bierze znikąd ! Jeden taki durny złamas potrafi narobić smrodu wszystkim. Ja też, jak lubię wszystkie takie maszyny, tak nie trawię takiego sk...syństwa, jak powyżej opisane. Zwłaszcza, że wokół pełno jest nie używanych przez nikogo ugorów, więc nie ma żadnego usprawiedliwienia na niszczenie terenów uprawianych. I uprzedzam, że jak się to powtórzy, to sam ogrodzę swoje solidniejszym drutem. Amen.
  9. Tomek_J

    Będzin, Czeladź, Wojkowice...

    Jest.
  10. Tomek_J

    Zmiana motocykla

    MOTOR-SERVICE MSZCZONOWSKA 87 A - 96-100 Skierniewice, Łódzkie (Polska) Zna ktoś ?
  11. Tomek_J

    Zmiana motocykla

    Hawk, dzięki, miejsce oczywiście znam i się tam zamierzam w wolnej chwili wybrać. Podobno jest tego typu wiarygodne miejsce także gdzieś pod Częstochową. Natomiast co do samej maszyny to generalnie dla własnego spokoju celuję w coś nie starszego niż 10 lat i z mniejszym przebiegiem, niż ten podlinkowany, mając niewesołą świadomość wpływu tych parametrów na cenę.
  12. Tomek_J

    Zmiana motocykla

    Cóż, w zasadzie v-strom jest przesądzony, tym bardziej, że zakręconym ścigantem nie jestem i chodzi mi raczej o sprawne, szybkie podróżowanie, więc te 67 KM zupełnie mi wystarczy. Natomiast skoro wyszedł temat kręcenia liczników, to będę również wdzięczny o sugestie, kogo omijać, a z kim rozmawiać na Śląsku i w okolicach.
  13. Tomek_J

    Zmiana motocykla

    Jak powiedziałem, nie stan mojego konta powinien być przedmiotem rozważań Poza tym zaczynanie dyskusji pt. "kupię motocykl" od publicznego podania budżetu jest poważnym błędem taktycznym Mam inne podejście: poczytać, pooglądać, zapoznać się, pozbierać dane, opinie, a potem ciułać kasę. Ale przybliżę kwestię finansową o tyle, że celuję w coś maksimum 10-letniego. Podoba mi się np. https://www.otomoto.pl/oferta/honda-xl-1000-varadero-oryginal-bezwypadkowa-abs-nowy-model-ID6yTtG5.html#xtor=SEC-8 ale to już jest ciut poza dostępnym mi budżetem. Więc raczej będę zmuszony poszukać np. jakiegoś v-stroma 650 z niskim przebiegiem.
  14. Tomek_J

    Zmiana motocykla

    Tiaaa... "stosunkowo lekki"... Taurus, dzięki za radę. Przejrzałem opisy modeli, oferty na OLX-ie i konkluzja na razie jest taka, że aby kupić coś tej klasy z relatywnie niskim przebiegiem muszę trochę bardziej zacisnąć pasa...
  15. Tomek_J

    Zmiana motocykla

    Przenoszę: Pora pomyśleć o kupnie jakichś większych 2 kółek. Jeśli ktoś z Was miałby ochotę się wypowiedzieć i doradzić markę oraz model, będę wdzięczny. Moje założenia do poszukiwań: motocykl "do wszystkiego", z głównym zastosowaniem jako szosowo-turystyczny, do wypadów na weekend po drogach i lekkich bezdrożach, dystanse rzędu 300-500km dziennie. Musi być duży (spory jestem, co tu kryć) i wygodny (pozycja, kanapa...). Czterosuw na wtrysku, najchętniej japońszczyzna z uwagi na pozytywne doświadczenia co do jakości - przy czym model powinien być względnie popularny, żadnej egzotyki. Generalnie im mniej gadżetów i elektroniki, tym lepiej. Założeń co do ceny i przebiegu z premedytacją nie podaję. Wiadomo: ma być tanio i smacznie, ale nie chciałbym, żeby to było przedmiotem dyskusji, tylko techniczne i użytkowe właściwości maszyny.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Wchodząc na stronę akceptujesz regulamin i politykę prywatności.