Skocz do zawartości
Forum Śląskich Motocyklistów

Mongo

Użytkownicy
  • Postów

    252
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Odpowiedzi opublikowane przez Mongo

  1. No to z grubej rury :)

    Piaski - mała mieścina na zadupiu. Chodzisz wśród dzików polujących na to co niesiesz w reklamówce. Na plaży totalny luzik - żadnych zakazów. .

    Idąc z kilometr na zachód - trafisz na miejsce gdzie opalają się ostatnie gołe dzikie baby. Idąc na wschód zobaczysz ruskiego pogranicznika - mniej ponętny ale też dziki :)

    Po przekątnej Jaworki k. Szczawnicy. Także zadupie ale z ciekawymi miejscami do zwiedzania. Wąwóz Homole, Biała Woda i Muzyczna Owczarnia - miejsce dla bikerów wielce klimatyczne i życzliwe.

    Można bez oporów dać w czajnik lokalną Owczarnianą miodówką lub zakupioną w Łącku śliwowicą. Bez oporów, bo od rana odpalają punkty z likwidatorem syndromu dnia poprzedniego - kwaśnicą ;)

    Jak dałem ognia naprawdę mocno to myknąłem do Szczawnicy i tam spod głównej ulicy wypływa taka waląca zbukami woda. Wychlałem na bezdechu dwa kubale i pierdziałem po tym strasznie ale kac odszedł w niebyt błyskawicznie

    Mam takich met na metry ale dziś mi się już nie chce klepać w klawikord.

    Ja też w tym roku zaliczam wielką włóczęgę po naszych śmietnikach ale przypuszczam, że Cię to raczej nie zainteresuje, bo to prawie ekstremalny survival po miejscach, o których istnieniu nie wie nawet Macierewicz :D

  2. Cała ta dyskusja jest akademicka, bo to działa trochę inaczej :lol:

    Jak nie ma zewnętrznego wroga, to wojsko na imprezach dzieli się na: zające (piechota) dekli (czołgiści), żetony (żandarmeria), gumowe uszy (kontrwywiad), kleksy (lotnicy), kałamarze (marynarka wojenna), żabochlapy (obrona wybrzeża), pająki (łączność) czy wreszcie gwiazdojeby (obrona powietrzna) - nierzadko się nawet lejąc w obronie honoru formacji.

    Ale na zewnątrz lub w czasie walki jeden za drugiego oddaje ostatnią koszulę. I tak jest było i będzie wszędzie i zawsze.

    Na trasie staje chopper koło zepsutej szlifiery i staje gość Hayabusą koło wyglebionego skuterowca - i tak ma być! A na imprezach, przy ognisku, to se możemy po sobie jeździć do bólu, bo ma być wesoło ;) Nawet jak se dacie na zlocie po pysku, kłócąc się o plecaczki, to i tak nie ma znaczenia - ważne żeby na drodze sobie pomagać.

  3. Nie można poddawać ocenie wypadku w sytuacji gdy do dyspozycji mamy tylko fotkę i suchą notkę prasową rojącą się od słów "prawdopodobnie, najprawdopodobniej, itp".

    Można natomiast i powinno się trąbić przy każdej okazji na temat brawury, braku wyobraźni i umiejętności.

    Gniecie mnie jeszcze jedno. Jak czytam takie teksty "szukam dla siebie pierwszego motocykla o pojemności 600-1000cm3. Mogę wydać 5-7 tyś. Wiem wiem mało ale na ciuchy potem dozbieram" to czuję się podświadomie tak, jakbym czytał nekrolog gołego nooba, jadącego na złomie wyposażonym w potężny silnik.

  4. Zara będzie, że się armaturowe wapno wymądrza ale mi tam to teges :lol:

    Jazda w łuku to kwintesencja motocyklowania więc chcąc jeździć bezpiecznie, musisz ją opanować.

    Strach, który odczuwasz pochylając motocykl (z tego co opisałaś) podzieliłbym na dwa źródła.

    1 - nie czujesz jeszcze granic możliwości własnej maszyny i z pewnością kąt o jaki ją do tej pory odchylałaś od pionu jest jedynie niewielką próbką jej technicznych możliwości.

    Jedyna rada to jechać na bezpieczne winkle z kimś do kogo masz duże zaufanie i wchodzić w te łuki jadąc za nim - czyli robiąc dokładnie to co on.

    Ma to kilka zalet, jadąc za kimś nie będziesz mieć czau na myślenie o tym czy zakręt pokonasz :angry: po prostu jedziesz po śladzie i tyle. Poza tym nauczysz się pokonywania łuków po optymalnym torze. Czyli metodą małpy wyrobisz sobie właściwe nawyki.

    2 - brakuje Ci podstaw teoretycznych jakie są konieczne do wprowadzenia, prowadzenia i wyprowadzenia jednośladu z łuku drogi. Brak wiedzy powoduje, że każdy nieznany Ci zakręt wywołuje paraliż, usztywnienie i działanie metodą prób i błędów.

    Poczytaj trochę na ten temat, a potem pogadaj z osobnikiem opisanym w pkcie 1.

    A jak już złapiesz teorię i przekonasz się, że Twój motocykl można wychylić naprawdę mocno - to już masz z górki, bo wystarczy tylko trenować, trenować i trenować. :P

    Generalnie strach po zgłębieniu tych tajników nie zniknie, tylko że wtedy będziesz go nazywać "kopem" "adrenaliną" albo innymi "motylkami" :)

  5. Ja wiem z doświadczenia, że nie ma lepszej nauki pokory jak wizyta w prosektorium i krótka notka biograficzna pochowanych kolegów.

    Sam, przed każdym sezonem uczestniczę w mszy za utrupionych, żeby dotarło do mnie jak cienkim bikerem jestem w porównaniu z wieloma, którzy zginęli.

  6. Napisała tyle że jestem w szoku ale napisała tak i to, że pozostaje mi tylko powiedzieć

    Manka ja Cię już teraz nie wielbię, ja Cię pożądam i to nie z jakichś cyckowo-biodrowych powodów, bo by Ci to mogło jedynie uwłaczać ale ze względu na to co masz pod (piękną skąd inąd) kopułą.

    Pojęcia nie masz ile tekstu skasowałem żeby nie było niestosownie.

    Od dziś jestem Twoim Knight of the Garter.

    No ładnie małe zło, ładnie.

  7. Przyjechałem nie uniknąwszy ustrzelenia, przywitałem się z Anią, wchłonąłem kawę i colę, przeoczyłem wjazd Małego Zła ale Małe Zło mnie znalazło i muszę stwierdzić, że w skórach prezentuje się o niebo lepiej niż w szpitalnych barchanach - ech żeby ja tak był ze pińćset lat młodszy .... :) No ale nie jestem i Małe Zło mnie porzuciło.

    Po pogadaniu z przygodnymi ludziami zakamuflowałem się na resztę wieczora w RR, gdzie wykrył mnie wracający z łowów Thabel (zacne to rude trofeum, oj zacne :lol: ino skąpo odziane i przez to z lekką telepką ). Co ciekawe nie mogę pozbyć się wrażenia, że ją skądś znam.

  8. Hey.

    Jestem Mongusia, Jeżdżę od niedawna na chopperku (który nazwałam Kizia) i byłam już na kilku zlotach.

    Kocham jazdę podczas zachodu słońca. Lubię jeździć sama ale czasami czuję potrzebę dzielenia z kimś widoków jakie chłonę oczami i duszą.

    Najlepsza romantyczna kolacja, to według mnie kiełbaska z patyka, smażona na leśnym ognisku po całodziennej jeździe.

    Pozdrawiam, was ciepło drodzy koledzy, do zobaczenia na trasie :lol:

    a zapomniałam ... i koleżanki :)

    stones_tits2.jpg

    To proste, my jesteśmy wzrokowcy. ;)

  9. Ja mam tylko jedną uwagę - co na to jego rodzina, bo byłem już w głupiej sytuacji, gdy rodzina pod wpływem traumy wywołanej tragedią, dała wyraz negatywnym odczuciom wobec uczestniczących w pogrzebie motocyklistów, wręcz obarczając nas winą.

  10. Witaj. Skoro zaliczyłeś już 54 zimy to zapewne masz świadomość tego, że człowiek to w zasadzie mokry glut w worku. Moim zdaniem wsiadaj na każdego choppero-draga i sprawdzaj na czym czujesz się najbardziej komfortowo. Prawdę powiada Manka, że jazda na motocyklach to zupełnie inna bajka niż jazda puszką. Mózg motocyklisty musi przetwarzać kilkakrotnie więcej informacji w jednostce czasu niż mózg kierowcy katamarana. To się nie stanie automatycznie w momencie gdy tylko wsiądziesz na moto, musisz tą szarą substancję przyzwyczaić do pracy na naprawdę wysokich obrotach i lepiej to robić na mniejszych prędkościach. Zakładam, że już wyrosłeś z wieku w którym facet jest święcie przekonany o swej nieśmiertelności. Jeśli tak, to możesz nabyć tłustszego sprzęta - ja jednak zawsze będę doradzał jazdę w okresie tresowania mózgu na sprzęcie, który wybacza więcej błędów.

  11. To nie kobieta ino Bob - on Bob. Kobiety bym się bał. :)

    olej w lagach sprawdzić trzeba, bo coś mi delikatnie nie gra, a łożyska z tyłu (głównie wahacza) chcę sprawdzić, bo w zeszłym roku wracałem z nad morza tak obładowany, że normalna masakra. Zwykły namiot, materace gumowe, butla, gary - no masakra.

  12. Ja się w sobotę bujałem po ciekach wodnych, a że ciekło z góry z boku i z dołu - byłem zaspokojony :D

    W niedzielę żeby się odchamić - dałem w palnik i motąg ostał się w garażu :)

    2.06 żelazo idzie na serwis i łobaczymy ile ta nieprzyjemna konieczność potrwa. Przy Harusiach jak wiecie nigdy nic nie wiadomo. Czasem trzeba coś wymienić i trzeba na to coś poczekać aż przepłynie Wielką Kałużę.

    Na zapas się nie martwię, bo objawy nie wskazują na jakieś masakry techniczne. W każdym razie kusi mnie nieco drobne szlajanko w nadchodzący weekend - wszak koń i jeździec nie wielbłądy, pić muszą ;)

  13. fantazja ich ponosi, i dochodza do wniosku "co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" :D

    Niekoniecznie.

    Najczęściej jest to pułapka na drodze (olej, piach, torba foliowa, butelka po coli, "żółty asfalt", zacieśniający się zakręt, za zimna opona, kretyn z przeciwka ścinający zakręt itd) i brak wystarczającego doświadczenia, żeby wyjść cało z opresji, a czasem po prostu karma.

    Jeżeli ktoś uważa, że jazda motocyklem nie ma w sobie zagrożeń, to się zwyczajnie oszukuje.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Wchodząc na stronę akceptujesz regulamin i politykę prywatności.