Jump to content
Forum Śląskich Motocyklistów

Grossglockner, Branna ...


Recommended Posts

Zapowiedziana relacja z siedmiodniowej rajzy po Austrii, Czechach, Niemczech. Po kolei będę wrzucał kolejne dni.

Wszystko zaczęło się ponad rok temu, gdy ograniczenia Covidowe zniknęły zaczęliśmy planować wyjazd na Grossglockner, a przy okazji zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc.Uznaliśmy iż samotnie trochę nudnie, a i w razie potrzeby zawsze można wzajemnie pomóc, dlatego postanowiliśmy zaproponować wspólną rajzę znajomym. Z wielu znajomych motocyklistów tylko Marek z Martyną wyrazili chęć jazdy. Niestety początkowo problem z  urlopem, a następnie Covid popsuły nam plany które musieliśmy przełożyć na następny 2021 rok.

Dzień 1

Po dograniu urlopów z prognozą pogody ruszamy 11-9-2021r ok. 8.00 rano. W ten weekend odbywają się zawody motocykli zabytkowych w Brannie w Czechach, na które już od kilku lat planowałem się wybrać. Ruszamy sami, Marek po nocce musiał zrezygnować z Branny. Ustalamy że spotkamy się następnego dnia w drodze do Passau Ruszamy więc w kierunku Branny w Czechach gdzie w Ramzovej mamy pierwszy nocleg. Jedziemy przez Racibórz, Krnov, Jesenik. Drogi w Czechach to inny świat, w porównaniu do Polskich, równe, bez dziur, dobrze wyprofilowane. Meldujemy się ok. południa, zrzucamy bagaże i ruszamy w kierunku Dolni Morava na  "Spacer w chmurach". Przejeżdżając przez Brannę, zatrzymujemy się by popatrzeć na treningi przed jutrzejszymi zawodami. Po ok. godzinie ruszamy dalej. Pogoda cały czas dopisuje, słońce, gdzie niegdzie chmury, ale nie pada. Około 5 km przed Dolni Morava pojawiają się pierwsze krople deszczu, które są coraz intensywniejsze. Widząc że to tylko przelotne opady decydujemy się przeczekać pod drzewem, co trwało ok. pól godziny aż padać całkowicie przestało. Ruszamy dalej i po ok. 1 km droga nagle jest sucha. Wystarczyło wyruszyć 2 minuty wcześniej i deszcz w ogóle by nas nie dopadł. No cóż ponieważ jest już ok. 14. decydujemy się na obiad przed wyjazdem kolejką na górę by pospacerować w obłokach. Parkujemy pod dolną stacją kolejki, i za chwilę wjeżdżamy do góry, by za chwilę wejść na niezwykłą konstrukcję zwaną "Ściżką w chmurach" i podziwiać widoki. Nasz spacer trwa ok. 1 godziny i 20 minut, po czym schodzimy, następnie zjeżdżamy na dół, i wracamy do bazy, nieco inną drogą. Mijając Brannę widzimy jeszcze ostatni trening przed zawodami. Są to sajdkary. Wieczorem meldujemy się w bazie mając przejechane 246 km.

1.jpg

2.jpg

3.jpg

4.jpg

5.jpg

6.jpg

7.jpg

Gr-gl dz 1.png

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Dzień 2

Pakujemy kufry i o 9 ruszamy w kierunku Branny, by obejrzeć dopołudniowe wyścigi. Mając jeszcze przed sobą ponad 400 km by dojechać do Passau, nie możemy zostać do końca zawodów. Około 12.30 ruszamy więc w kierunku Niemiec. Po drodze tankujemy, jemy obiad, oraz zatrzymujemy się przy elektrowni atomowej w Temelinie, by zrobić kilka zdjęć. Zawsze ciekawiło mnie jak wygląda taka elektrownia, tu mogłem zobaczyć ją z bliska.  Przyznam że robi wrażenie. Do Passau zostało nam jeszcze ponad 130 km, gdzie docieramy przed godz. 21, przejeżdżając w sumie 442 km. Tu spotykamy się z Markiem i Martyną, z którymi już dalej wspólnie będziemy podróżować. Pogoda dopisywała nam przez cały dzień, było słonecznie z niewielkimi chmurami, ale bezdeszczowo.

b1.jpg

b2.jpg

b3.jpg

Gr-gl dz 2.png

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Czytam ,tak że nie piszesz na darmo ;) ,zresztą odsłon jest więcej . Teraz to najlepszy czas na wspominki ,chociaż im zimniej tym lepszy . U mnie osobiście bez zdjęć i filmików wspominkowych , okres jesienno zimowy był by zmorą :( .

Link to comment
Share on other sites

To proszę, specjalnie dla was i nie tylko. Dzień 3

Dziś planujemy dotrzeć do naszej głównej bazy, w wiosce Uttendorf obok Zell am See, która przez następne 3 dni, będzie naszą bazą wypadową. Przed nami ok. 330 km. Po drodze zaplanowaliśmy zwiedzanie Hangar 7 w Salzburgu, oraz miasteczka Hallstatt. Zaczynamy od wędrówki po Passau wzdłuż Dunaju, przechodzimy Luitpoldbrücke by od strony Ilz zobaczyć miejsce gdzie Ilz i Inn wpadają do Dunaju. Kilka zdjęć i wracamy przez stare miasto w rejon Franz-Josef-Strauss-Brücke gdzie zaparkowaliśmy motory.  Ruszamy ok. południa, jest ciepło i słonecznie. Kierujemy się na południe wzdłuż granicy z Austrią, którą przekraczamy w Braunau am Inn, dalej prosto do Salzburga, gdzie dziwi nas skierowanie przez nawigację na kilka kilometrów autostrady A1, mając zaznaczone unikanie odcinków płatnych. W Salzburgu,  zwiedzamy Hangar 7. Widzimy tu m.in. współczesne bolidy Formuły 1, samoloty, helikoptery, wszystkie powiązane z firmą Red Bull. Zwiedzanie Hangaru jak i parking są darmowe. Po niecałej godzinie ok. 15 ruszamy dalej w stronę miasteczka Hallstatt gdzie docieramy ok. 17. Spacer po tym urokliwym miejscu, znanym z wielu publikacji, wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zdjęcia i wreszcie obiad. Ciekawostką jest iż w 2012 roku Chińczycy zachwyceni tym miejscem, skopiowali go u siebie w miejscowości Huizhou w prowincji Guangdong. Nas czas goni, i po godz. 19 ruszamy na południowy zachód do Uttendorf, gdzie docieramy po 21, jadąc ok. 1,5 godziny po zmroku. Licznik pokazał 338 km, przez cały dzień było ciepło i słonecznie, jutro ma być jeszcze cieplej i bezchmurnie, więc planujemy atak na Grossglockner, oraz zahaczenie o Dolomity.

c1.jpg

c2b.jpg

c3.jpg

c6.jpg

c7.jpg

c8.jpg

c9.jpg

c10.jpg

c11.jpg

c12.jpg

c14b.jpg

c16b.jpg

c17.jpg

c18.jpg

c19.jpg

c20b.jpg

c21.jpg

c22.jpg

c23b.jpg

c24b.jpg

c25.jpg

c26.jpg

c27.jpg

c28.jpg

c29.jpg

c30b.jpg

c32b.jpg

c33b.jpg

c34.jpg

c35.jpg

c36.jpg

c37.jpg

c38.jpg

c39.jpg

c40.jpg

c41.jpg

c42.jpg

c43.jpg

c44.jpg

Gr-gl dz 3b.png

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Lubię jeździć po Austrii ( choć ciut za perfekcyjnie ) ,Czechach ,urzekła mnie też Szwajcaria ,chociaż był to tylko epizod przejazdowy . Jednak do czego zmierzam ? , tak właśnie przejeżdżając już np. granicę naszą do Czech widzimy prawie od razu inny układ architektoniczny ,w każdej prawie większej wiosce jakiś pałacyk itp . Długo dosyć zastanawiałem się co powoduje takimi różnicami ? Bo na pewno nie klimat ,ponieważ wjeżdżając z CZ na Węgry już znowu jest zmiana . Tak jadę i myślę ;) i to chyba zaszłości historyczne . Tak mi wyszło ,że społeczeństwo chce się upodabniać do swoich " panów " (jacy by nie byli ,bo nie znali innych) ,Stąd mogą się brać te różnice prawie diametralne .  Sory za małego ofa ,ale nie wiem, tak mnie naszło z rana po pooglądaniu tych fotek z urokliwych miasteczek . Bo może to być też to ,że już za naszą południową granicą ,nie wiem czy zwróciliście uwagę , rzeki płyną w przeciwną stronę do naszych (zlewnia Dunaju ) ,ale płyną później i przez Rumunię ,Ukrainę ,tak że chyba nie to :) . Super foty .

Link to comment
Share on other sites

12 godzin temu, powolny napisał:

tak właśnie przejeżdżając już np. granicę naszą do Czech widzimy prawie od razu inny układ architektoniczny ,w każdej prawie większej wiosce jakiś pałacyk itp . Długo dosyć zastanawiałem się co powoduje takimi różnicami ?

Nie wiem, może fakt, że pasy przygraniczne były zamieszkiwane  przez sudeckich Niemców czyli tak naprawdę Austriaków dosyć licznie, aż do 1938 roku ??

Link to comment
Share on other sites

Może ? ,chociaż dalej wydaje mi się jest też podobnie ,np karczmy ,dzisiejsze bary ,ale te stare mają taki dosyć fikuśny styl i są często do siebie podobne . Historia jaka by nie była ,ale była i ludzie jakoś się w niej muszą odnaleźć . W naszych terenach wystarczy pojechać od Raciborza na Opolszczyznę , tam to już tych pałacyków jest od metra .Jednak są też inne symbole ,np. w Kędzierzynie K. jest skrzyżowanie ,kiedyś stałem na nim i się rozglądam i zauważyłem kapliczkę ,a na niej napis " W podzięce za zniesienie pańszczyzny " i jakaś data sto ileś lat :o . Przez Austrię to do tej pory jeździłem tylko tranzytem ,ale widać warto ją odwiedzić . Tylko ,że piszący mieli szczęście , mnie tam już tyle razy zlało :( ,ale cóż . Pamiętam jak w 2014 ,po pierwszej wycieczce do Włoch ,gdzie jeździło się z duuużo większą fantazją jak już teraz ,wracałem do domu . Jak wjechałem "po włosku " na pierwsze rondo w Klagefurcie ,to wszyscy na mnie trąbili :o , acha już jestem za granicą :)ordung  .

Link to comment
Share on other sites

25 minut temu, powolny napisał:

W podzięce za zniesienie pańszczyzny " i jakaś data sto ileś lat :o

To w tych rejonach wystarczy zapuścić się na szlak kanału Kłodnickiego, albo tego co oo nim zostało. Jak zapewne wiesz(bo widzę że pływasz po K.Gliwickim) stracił on na znaczeniu na rzecz Kanału Gliwickiego. Jednak do dzisiaj, zostało około 14-17 obiektów hydrotechnicznych na Kłodnicy(zastawki, jazy, śluzy), a liczą one sobie niemal, a może i już 200 lat, takich miejsc naprawdę sporo....ooo np. na Dzierżnie Dużym,gdzieś na jego środku była śluza k.Kłodnickiego....

A co do twoich rozmyślań, to do końca jeszcze nie wiem do czego zmierzasz, ale wydaje mi się, że to co widzisz w wymienionych przez ciebie miejscach/regionach, to po prostu pozostałości po dobrym "prosperity" tamtych czasów i miłościwie im wtedy panujących. 

I bardziej martwi mnie to, że w innych państwach potrafią o takie miejsca zadbać, a u nas przechodzą z rąk do rąk, niszczeją, a ludzie ubolewają że takie perełki popadają w ruinę, a ja później chodzę po gruzowisku lub fundamentach jakiegoś dworku zacnej rodziny 😉

Link to comment
Share on other sites

Chodzi mi (chyba;) ,o właśnie gospodarność i możliwości . Przykład pierwsze zdjęcie drugiego dnia wyjazdu opisujących . Widać na nim wiele domów na zboczu ,z czego (wydaje mi się ) trzy są starsze ,a reszta jest budowana w podobnym stylu . U nas nasza " Wolność Szlachecka " chyba by na to nie pozwoliła. Austria ,to już jest tak cukierkowa ,że aż do przesady ,ale OK . Natomiast jak jeżdżę austriackimi bokami to wydaje mi się ,że te ichniejsze zbocza górskie są projektowane też przez architektów ,którzy oglądają je z daleka i decydują o rozkładzie pół , domów i lasów .

https://photos.app.goo.gl/tYz1HkQ4zqgyztk88

Natomiast co do Dzierżna wielkiego ,to nie wiedziałem ,ale kiedyś chciałem stanąć na kotwicy dosyć daleko od brzegu i 15m liny mi brakło .

Właśnie wróciłem teraz z Opolszczyzny i jest tam wiele jazów ,zapór ,zardzewiałych ,zarośniętych ,cóż po co komu stare badziewie  :( , a wystarczyło by troszkę farby i kosiarka i może tabliczka z opisem . Natomiast jest też wiele ,widać starych gospodarstw ,zadbanych ,wyremontowanych i stoją teraz przed nimi stragany z plonami i można nabyć .

Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, powolny napisał:

Natomiast jak jeżdżę austriackimi bokami to wydaje mi się ,że te ichniejsze zbocza górskie są projektowane też przez architektów ,którzy oglądają je z daleka i decydują o rozkładzie pół , domów i lasów .

He he he. Mam podobne odczucia. Łąki malowane dobrze nasyconą zielenią, rolnicy koszą w/g ściśle określonego harmonogramu,ściśle określonymi w/g regulaminu traktorkami, a krowy szczęśliwsze od naszych, jakieś takie uśmiechnięte, ale tam pewnie też krowi savoir-vivre narzuca inne standardy 😉

Link to comment
Share on other sites

Co do zabudowań to moim zdaniem podobnie jest na Opolszczyźnie. Co do kierunku rzek to Brama Morawska jest takim dzielnikiem, czyli ukształtowanie terenu sprawia, iż rzeki płyną na południe. Nosi to nazwę Europejski Dział Wodny. Kanał Kłodnicki budowano od 1792r do  1822r. Ale ja wracam do rajzy, i uzupełniam o kolejny dzień.

Dzień 4

Rano przed śniadaniem przeglądam stronę Grossglocknera, i niemiła niespodzianka, akurat dzisiaj wyjazd od strony południowej jest zamknięty z powodu remontu mostu. Dolomity odpadają. Ruszamy przed godz. 10, po drodze tankujemy, i po godzinie jesteśmy już za bramkami w Fusch, ubożsi o 27.5 Euro, gdzie korek był na ok.15 min. Jedziemy w górę podziwiając niesamowite widoki, pogoda słoneczna, bezchmurnie, bardzo dobra widoczność. Jesteśmy coraz wyżej mijając kolejne „Kehr-y” ponumerowane i opisane wysokości n.p.m. zatrzymujemy się kilkakrotnie by porobić zdjęcia. Mijamy masę rowerzystów, głównie na elektrykach, ale nie tylko, uwagę zwraca pewna pani w wieku ok. 60 lat pchająca swój zwykły rower, nie elektryk załadowany sakwami pod górę. Parę minut później mijamy „odpicowane” dwa traktory z lat 60 XXw. Wyglądają niesamowicie. Dłuższy postój robimy na parkingu pod restauracją Fuschertorl, pod szczytem Edelweisspitze, gdzie po chwili podjeżdżają i parkują wspomniane traktory. Okazuje się iż podróżujący nimi Bawarczycy objechali już wcześniej wiele miejsc, m.in. Nordkapp. Robimy pamiątkowe zdjęcia, i ruszamy dalej, podziwiając widoki. Dojeżdżamy do końca trasy u podnóża Grossglocknera, do miejsca zwanego "Kaiser-Franz-Josefs-Höhe", są tu ogromne parkingi, platformy widokowe, restauracje itp. oraz oczywiście masa turystów. Parkujemy motory, podziwiamy widoki, robimy pamiątkowe zdjęcia. Widząc wejście do sztolni decydujemy się na wejście. Poziome korytarze prowadzą do kolejnych miejsc widokowych. Po ok. 1,5 godzinie wsiadamy na motory i ruszamy w dół, jednak zatrzymujemy się po przejechaniu zaledwie kilkuset metrów, gdyż nie widzieliśmy jeszcze świstaków, a tu przy kolejnej platformie, to one są głównymi aktorami. Po kilkunastu minutach ruszamy dalej, tą samą drogą którą przyjechaliśmy. Wracając mijamy wspomnianą turystkę pchającą rower pod górę tyle że kilka kilometrów dalej. Po drodze zatrzymujemy się na obiad, i decydujemy się na zwiedzenie jeszcze miejscowości  Zell am See. Zablokowana droga komplikuje nasze plany, i Marek z Martyną decydują się na powrót do bazy, a my jedziemy do Zell am See z przeciwnej strony. Do bazy wracamy wieczorem po przejechaniu 155 km. Wieczorem spotykamy się w Pizzerii ze znajomymi Marka i Martyny wracającymi z Włoch. Ustalamy plan na dzień następny - jedziemy do Włoch.

d22ff.jpg

d22ee.jpg

d22bb.jpg

d22ab.jpg

d21c1.jpg

d20b.jpg

d19b.jpg

d18c1.jpg

d17b.jpg

d16b.jpg

d15b.jpg

d14b.jpg

d13b.jpg

d12b.jpg

d11b.jpg

d10b.jpg

d9b.jpg

d1b.jpg

d2c1.jpg

d3c1.jpg

d4c1.jpg

d5c1.jpg

d6c1.jpg

d7b.jpg

d8b.jpg

d23c1.jpg

d24c1.jpg

d25b.jpg

d26c1.jpg

d27c1.jpg

d28c1.jpg

Gr-gl dz 4.jpg

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Czy dobrze zrozumiałem te około 30 euro za wjazd ,to od osoby ? Jeszcze jedno pytanie o jezioro Zeel am see ,czy warto wybrać je na cel etapu ,chodzi o ścisk i jakieś parkingi ? Jest to miejsce mocno zachwalane przez znajomego ,który ichniejsze Alpy zjeździł w. i w . . Podobno jest też gdzieś w okolicy trasa prowadzona na konstrukcjach stalowych przykręconych do skał ,tylko dla osobówek i motocykli . Fajne foty .

Link to comment
Share on other sites

Z tego co pamiętam to w 2018 roku płaciłem trochę mniej ale napewno było to ponad 20 euro. Jednak jeżeli ktoś chce tam wjechać w następny dzień to wjazd kosztuje już tylko połowę ceny. Zeel am see  natomiast jakoś nie przypadło mi do gustu. Okolice Fusch to bardzo dobra baza wypadowa. W okolicy są świetne drogi widokowe i wysokogórskie zbiorniki zaporowe. Można zobaczyć Maltę, Nockalm strasse a najbardziej podobał mi się zbiornik niedaleko włoskiej granicy Schlegeisspeicher. Bardzo fajna droga jest od miejscowości Erlsbach przez włoską granicę z fantastycznym zbiornikiem po zjeździe bardzo wąską drogą z wahadłowym ruchem. Lago D’anterselva. Po drugiej stronie Gloka niedaleko Villach jest fajna droga  GerlitzenAlpenstrasse ze wspaniałym widokiem na górze. Przy dobrej widoczności widać stamtąd słoweński Mangart. Lb2635, fajne zdjęcia i wyprawa. No i pogoda na Gloku dopisała. Ja pierwszym podejściem miałem tam góra 30 metrów widoczności i ledwo drogę mogłem zobaczyć. Za to na drugi dzień wjechałem na górę w słońcu. Trochę szczęścia się czasami przydaje 😉

Link to comment
Share on other sites

Bilet obejmuje pojazd, dopiero autobusy są liczone za osobą. Na jednodniowym bilecie możesz tam kręcić cały dzień, nawet, jak wyjedziesz za bramki. Jest też karnet trzydniowy. Fuchs i okolice to dobry pomysł na bazę, można ponaginać więcej przez cały tydzień i to bez bagaży.

Link to comment
Share on other sites

Powolny, odnośnie ceny to nie za osobę, a za motocykl 27,5E. W Zell am See to nie mieliśmy problemu zaparkować, jednak byliśmy tam po południu, i oczywiście po sezonie, poza tym motor łatwo gdzieś postawić. Nie słyszałem nic o trasie na konstrukcjach stalowych o których piszesz, ale poszukam w internecie, popytam.

Piotrek trochę uprzedził, i ... o tym będzie w dalszej relacji. Co do pogody to podczas planowania była cały czas monitorowana. Data wyjazdu była m.in. przesuwana wcześniej z powodu złej pogody.

Okolice Zell am See , Fusch itp. są bardzo dobrym miejscem na bazę do zwiedzania tych rejonów, dlatego je wybraliśmy.

Mam problem z wrzuceniem zdjęć, bo coraz mniej pojemności jest do dyspozycji, początkowo było 12Mb, potem9, 3, teraz już tylko 700kb!,  chyba otworzę drugi wątek by zamieścić zdjęcia.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Albo tak jak pisałem. Utwórz konto Google i powrzucaj zdjęcia do "zdjęcia google". 

Tutaj będziesz wklejał tylko adresy zdjęć z albumów google, które i tak automatycznie będą tutaj wyświetlane w formie obrazów. Nie będziesz musiał niczego przycinać o modyfikować. Jakość spadnie, ale nie tak drastycznie jak przy obecnej metodzie... 

Link to comment
Share on other sites

Dzięki za info , to jeszcze dopytam . Już kilka razy planując wycieczkę do Italii myślałem o przejeździe od tamtej strony i zawsze wskakiwały mi jakieś opłaty . Czy to jest jakiś obszar objęty płatnym wjazdem ,czy tylko droga na Glosa ? W zeszłym roku jak wracałem przez Linz to też płaciłem za jakieś tunele po drodze ,chociaż ( i nie chodzi o kasę ) wolał bym je mijać starymi ,na pewno ciekawszymi drogami ,niż paręnaście min. w tunelu . Może macie jakąś mapkę ?

Link to comment
Share on other sites

To jest trochę skomplikowane, ale wydaje się logiczne. Tunel płatny na A10 w AT, którym jechałeś, jest tunelem, który biegnie pod Taurami (Dzwonnik jest w tym paśmie górskim). Niezależnie od winiety, przejazd tym tunelem jest płatny.

Na wierzchu w Austrii są też lokalne płatne drogi przez przełęcze, które łączą rejony Austrii drogami, dla których alternatywą były objazdy przez kraje sąsiednie. Stąd masz np przełęcz Hochalpenstrasse albo np Gerlos dość blisko Grossglocknera.

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, powolny napisał:

Dzięki za info , to jeszcze dopytam . Już kilka razy planując wycieczkę do Italii myślałem o przejeździe od tamtej strony i zawsze wskakiwały mi jakieś opłaty . Czy to jest jakiś obszar objęty płatnym wjazdem ,czy tylko droga na Glosa ? W zeszłym roku jak wracałem przez Linz to też płaciłem za jakieś tunele po drodze ,chociaż ( i nie chodzi o kasę ) wolał bym je mijać starymi ,na pewno ciekawszymi drogami ,niż paręnaście min. w tunelu . Może macie jakąś mapkę ?

W tamtym rejonie jest dużo płatnych dróg i prawie wszystkie widokowe drogi i przełęcze mają bramki. Opłaty zamykają się przeważnie w 10 euro. Mapki nie mam ale z tego co pamiętam to gdziekolwiek chciałem pojechać,  płacić trzeba było niestety. Czasami z rachunkiem dają pamiątkową naklejkę na motocykl.

Link to comment
Share on other sites

Chyba faktycznie najlepiej wrzucić link do albumu z google.

Dzień 5

Włochy, nie dojechaliśmy wczoraj - jedziemy dzisiaj. Ruszamy po 9 w stronę Lienz, gdzie Marek umówił się z kolejną grupą znajomych wracającą z Włoch. Jest ciepło, słońce przebija się zza chmur. Po drodze przejeżdżamy przez Felbertauerntunnel płacąc za przjazd 5 km. tunelem 10 Euro! Przy tej cenie to 27,5 Euro za Grossa to prawie za darmo. Dodam że droga powrotna w tym samym dniu kosztuje tylko 6,5 Euro! Docieramy tam szybciej niż grupa z Włoch i decydujemy się jechać "na zbicie". Po drodze roboty drogowe rozdzieliły nas, i Marek z Martyną wrócili do Lienz by spotkać się ze znajomymi, a my pojechaliśmy zobaczyć górską alpejską wioskę, i tak trafiliśmy do Sankt Oswald. Spacer po wiosce, sesja zdjęciowa i jedziemy dalej. Po przekroczeniu granicy Włoch telefon od Marka iż jest przed granicą, czekamy chwilę na parkingu i razem jedziemy dalej, w stronę Olang. Jesteśmy w Südtirol, w Dolomitach. Po drodze zatrzymujemy się na obiad, jako że Włochy to pizza. Smakowała wyśmienicie, jednak niczym szczególnym się nie wyróżniła od tych które jedliśmy do tej pory w innych krajach. Jedziemy dalej, w Olang odbijamy na północny wschód w stronę Antholz, gdzie przy jeziorze robimy kolejne zdjęcia. Następnie ruszamy w stronę Staller-Sattel-Strasse, gdzie obowiązuje ruch wahadłowy, ze względu na wąską krętą drogę, o czym wkrótce się przekonamy, a wjazd jest raz w ciągu godziny na  każdej ze stron. Czekając około pół godziny przed sygnalizatorem, próbuję dowiedzieć się od czekających wraz z nami motocyklistów, czy odcinek A1 w Salzburgu, na który skierowała nas nawigacja, jest objęty wyjątkiem, i jest bezpłatny. Niestety nikt w 100% nie był tego pewien, nawet Austriacy. Ruszamy dalej. Niecałe 5 km wąskiej i krętej drogi, wymagającej pełnej koncentracji, z kolejnymi niesamowitymi widokami i granica. Jesteśmy znowu w Austrii w Osttirol. Jedziemy doliną Defereggen wzdłuż rzeki Schwarzach, do miejscowości Huben, gdzie wjeżdżamy na drogę B 108 którą rano jechaliśmy do Lienz, tylko w przeciwnym kierunku. Jadąc na północ docieramy do Mittersill gdzie ku uciesze naszych pań, robimy krótki postój, z okazją na kolejne zdjęcia, przy rondzie z "ciekawymi" figurami. Do bazy zostało ok. 5 km gdzie meldujemy się o 18.25 tankując jeszcze po drodze, i w sumie przejeżdżając 257 km. Wieczór tradycyjnie spędzamy przy piwie, winie, planując kolejny dzień.

 

I link do zdjęć:

https://photos.google.com/share/AF1QipNc0OuMOIGDqajvgbKAiQK9gpT2VQzNP0G6YqI4LLGSe82B0KuOfNKlugRDy4GrNA?key=djlsSXpSVHZPWTlRNklsN1BTbkJud3dJXzFiN3dB

Pozdrawiam

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
 Share

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.