Jump to content
Sign in to follow this  
Klamra

Mój pierwszy raz

Recommended Posts

Jeżdżę "oficjalnie" od 7 lat. Nie liczę rozbijania się wskami za gnoja po lasach. Odkąd mam prawko i jeżdżę na poważniejszych sprzętach, nigdy nie miałem ani wypadku ani nawet przewrotki.

Aż do długiego weekendu. Podzielę się z wami jako nowicjusz w tej kwestii, bo dla mnie mimo, że nic mi się nie stało, było to pewnego rodzaju przeżycie.

Jechałem w zabudowanym terenie, niezbyt szybko, może około 40km/h przede mną Mały VW Polo. Gość też nie jechał zbyt szybko, podobnie jak ja. W pewnym momencie, na pewniaka przyspieszył, a że droga była pusta, ja przyspieszyłem za nim. I jak szybko przyspieszył, tak szybko wcisnął hamulec, bo z prawej strony z nienacka, albo z nacka wyjechał mu tramwaj.

Jak zobaczyłem światła stopu i usłyszałem lekki pisk opon, sam wcisnąłem hamulec. Szybko wytraciłem prędkość, ale wiedziałem, że nie wyhamuje przed polówką i w nią rąbnę. Trzymając hamulec, skręciłem kierownicą w lewo, żeby go ominąć, ale zanim puściłem hamulec, koło już było w poślizgu, a moto przechylone na lewą stronę. Ostatkiem zdrowego rozsądku, już w przy kącie 45 stopni od asfaltu, puściłem moto u wyrzuciłem go spod siebie. Rąbnął na lewą stronę, a ja przeszlifowałem około 3 lub 4 metrów po asfalcie. Upadłem na lewe biodro i lewy bark.

Pierwszy kontakt był dość mocny, ale prawie tego nie poczułem. Szybko wstałem i pierwsze co zrobiłem to podszedłem do moto i wyłączyłem zapłon. Gość z polówki wyszedł i tradycyjnie spytał czy nic mi nie jest, jednocześnie przepraszając, że nie widział przecinaka. Odpowiedziałem, że chyba ok. Pomógł mi postawić moto przepchnąłem go na chodnik usiadłem na krawężniku i dopiero zaczęło mnie boleć biodro i bark. Siedziałem tak z 10 min. W miedzy czasie, powiedziałem kolesiowi z polówki, że nic mi nie jest i że wszystko ok, może jechać.

Wypaliłem 2 papierosy, wstałem, oceniłem straty. Skrzywiona kiera, widelec i lagi całe, nawet nie draśnięte. Obdarta pokrywa od sprzęgła, plastikowa owiewka nad zegarami, kierunkowskaz, ciężarek od kiery i podnóżek spod lewej nogi. Lekko zdarte spodnie, motocyklowe jeansy z ochraniaczami min. na biodro. Kurtka cała, kask nawet nie draśnięty. Czyli nie uderzyłem łbem, czego nie do końca byłem pewny. Moto wyrzygał się trochę paliwem z gaźników, więc zaskoczył, za trzecim razem. Do domu miałem jakieś 5 km. Ostrożnie ruszyłem, badając maszynę. Wszystko ok, się wydaje, tylko tą kierę się głupio trzyma tak krzywo. Po 2 km rozpędziłem się do 50km/h i puściłem kierownice. Jedzie prosto, nic się nie dzieje, mogę go prowadzić przechylając się. Dojechałem do domu, kupiłem butelkę wina nalałem sobie kieliszek i zacząłem myśleć.....

Moja wina. Po pierwsze, nie zachowanie dostatecznej odległości od poprzedzającego pojazdu. Po drugie, zapomniałem, chyba, bo tego nie jestem do końca pewny, nacisnąć tylni hamulec. Mogłem tez pulsacyjnie go dusić, bo nie mam absu. To chyba dwa najgorsze grzechy. odległość i nie wciśnięcie tylniego hamulca. Mogłem puścić wcześniej przedni hamulec i może bym odzyskał trakcje. Ale jakoś tak wyszło, że priorytetem było nie walnięcie w polówke, więc jak już ją ominąłem to byłem w poślizgu. Jedyne o czym pomyślałem, to to, żeby wyrzucić moto spod siebie.

Ja wiem, że to nie to co filmiki które tutaj wrzucacie, ale jednak dla mnie przeżycie, zwłaszcza że to pierwszy taki szlif.

P.S. jak jechałem po dwóch dniach do serwisu, to złapałem się na tym, że odległość od poprzedzającego mnie pojazdu to jakieś 10 metrów i niech tak już zostanie. Lepiej przejechać po asfalcie 5 metrów niż przywalić dzwona w coś albo pójść w pejzaż przy 100km/h i mieć taką nauczkę niż coś gorszego. Moto w serwisie. Konstrukcja nienaruszona, elementy sukcesywnie będą wymienianie, oczywiście w pierwszej kolejności kierownica, która już w sumie jest zrobiona.

Więc to takie moje małe "ku przestrodze"

LWG

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No cóż, bardzo mi przykro ale najważniejsze, że TOBIE nic się nie stało. Sprzęta zawsze można naprawić lub wymienić. Powodzenia i bezpiecznego reszty sezonu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra refleksja. Podoba mi się twoja analiza, co zrobiłeś, czego nie i co można by poprawić na przyszłość.

Wracaj do zdrowia.

 

Żużu '77, Cieszyn, R12RT '05

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Smutne to że opuściłeś grono motocyklistów "Którzy będą leżeć"

Ale serdecznie witam w gronie "Którzy już leżeli" ;)

Ktoś mądrzejszy obliczył, że bezpieczna odległość w metrach, to połowa tego co pokazuje ci prędkościomierz.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień dobry

kolego jest coś takiego jak zasada ograniczonego zaufania dobrze że tobie się nic nie stało bo zdrowie jest najważniejsze a byłoby źle jakbyś na początku sezonu wylądował w gipsie pamiętaj że jeżdżąc na motocyklu trzeba myśleć nie tylko za siebie ale także za innych uczestników ruchu (puszkarzy) i pieszych (powód jest prozaiczny jesteś obiektem  o małej powierzchni a do tego szybko się poruszasz dlatego ciężko cie zauważyć) pamiętaj o tym,to nie jest to próba pouczania tylko znam to z własnego doświadczenia bo sam miałem taką sytuację.Na pocieszenie mogę ci napisać takie powiedzenie które powiedział mi kolega (kto godo że jeździ na motorze a nie du..ą na nim to cygani)

życzę zdrowia

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na zagapienie się nie ma lekarstwa (chyba, że Monster Energy ;)) .   Warto jednak trzymać większy odstęp, bo w nagłej sytuacji  bez ABS-u odruchem bezwarunkowym jest zbyt mocna wciśnięta przednia klamka i gleba. Nie ma tu większego znaczenia doświadczenie, po prostu tak działa organizm w sytuacji zagrożenia. Najgorzej jest przeszlifować sobie tyłek i moto po asfalcie, jak może się okazać, że przed przeszkodą dało się jeszcze wyhamować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 10.05.2017 o 20:54, thundertom napisał:

odruchem bezwarunkowym jest zbyt mocna wciśnięta przednia klamka i gleba. Nie ma tu większego znaczenia doświadczenie, po prostu tak działa organizm w sytuacji zagrożenia

No w sumie to tak zadziałało.

A jeśli chodzi o post wyżej. Używam zasady ograniczonego zaufania, nawet jeżdżąc puszką. Gdybym tego nie robił, miałbym już kilkadziesiąt wypadków. To było zagapienie i zbytnia pewność siebie. Już to przetrawiłem i wyciągnąłem naukę.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak mawiają każdy motocyklista przynajmniej raz w życiu musi zaliczyć glebe.

Mnie to też w tym roku spotkało, zbyt mocno wcisnięta klamka spowodowała zblokowanie koła i gleba na lewą strone.

Naszczęscie skończyło sie na tym, że poobijaniem siebie i moto.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia ‎09‎.‎05‎.‎2017 o 01:35, Klamra napisał:

Jeżdżę "oficjalnie" od 7 lat. Nie liczę rozbijania się wskami za gnoja po lasach. Odkąd mam prawko i jeżdżę na poważniejszych sprzętach, nigdy nie miałem ani wypadku ani nawet przewrotki.

ięc to takie moje małe "ku przestrodze"

LWG

Uczciwa relacja i reakcja. Bez cudowania, że to inna wszystkich tylko nie moja. Widać dojrzałość w wypowiedzi. Cóż... Zdarza się. Oby takich nauczek jak najmniej. Myślę, że ABS mógłby tu wykonać dobrą robotę. Jak uważasz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mam pojęcia Kawo. Nigdy nie jeździłem na moto które ma abs. Nie wiem, czy przy takim duszeniu hamulca i takim przechyle zachowałby trakcje. Kiedyś miałem przypadek, że puszką wpadłem w poślizg przy awaryjnym hamowaniu, a abs miał. Czułem jak szarpie i walczy o przyczepność, ale nie dał rady. Na szczęście wyhamowałem i nic się nie stało

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hej,

Ja też ostatnio zaliczyłem glebę, wyglądało poważnie ale na szczęście nic wielkiego się nie stało. Jestem początkującym motocyklistą i świadomy swoich umiejętności jeżdżę bardzo ostrożnie. Tym razem jechałem autostradą, było już blisko do zjazdu, więc ustawiłem się na prawym pasie za tirem i pykałem 80-90km/h. Miałem dość duży odstęp od tira, jednak jak się okazało te 30-40m to było za mało. Dodatkowo byłem rozkojarzony - umiarkowana jak na autostradę prędkość, niewielki ruch samochodów - nudy, nie obserwowałem asfaltu, czekałem aż pojawi się zjazd... Nagle spod tira wyłonił się kawał czegoś - na początku myślałem że to pies, teraz obstawiam kawał belki drewnianej, cegłę itp. Nawet nie zdążyłem zareagować, najechałem na to coś no i szlif. O ile na asfalcie znalazłem się w ułamku sekundy to zatrzymanie się zajęło duuużo czasu ;) Na szczęście w nic nie uderzyłem. Skutki takie że moto trochę przerysowane (głównie tłumik, dekiel, owiewka), ja też trochę potłuczony i odrapany ale w sumie OK. Dojechałem do domu o własnych siłach. Niestety ubranie prawie w całości do wymiany/naprawy ale spełniło swoje zadanie doskonale.

Wnioski dla mnie są następujące - koncentracja do samego końca, jazda za ciężarówką, która jedzie wolno wcale nie jest bezpieczna. powinienem był zapewnić sobie więcej czasu na reakcję - większy odstęp, myślę też, że jazda w linii kół samochodów jest bardziej odpowiednia. Na plus - cieszę się że mimo prawie 30stC miałem na sobie pełne ubranie, to jedyna ochrona w takiej sytuacji. Teraz jeszcze bardziej podziwiam gości jeżdżących w shortach i trampkach ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.05.2017 o 01:35, Klamra napisał:

..... Po pierwsze, nie zachowanie dostatecznej odległości od poprzedzającego pojazdu. Po drugie, zapomniałem, chyba, bo tego nie jestem do końca pewny, nacisnąć tylni hamulec. Mogłem tez pulsacyjnie go dusić, bo nie mam absu. To chyba dwa najgorsze grzechy. odległość i nie wciśnięcie tylniego hamulca. Mogłem puścić wcześniej przedni hamulec i może bym odzyskał trakcje. Ale jakoś tak wyszło, że priorytetem było nie walnięcie w polówke, więc jak już ją ominąłem to byłem w poślizgu. Jedyne o czym pomyślałem, to to, żeby wyrzucić moto spod siebie.

 

zaś nie bądź taki krytyczny dla siebie :D , ale po pierwsze to odstęp to jest racja, sam jade często po 15-20 metrów za najbliższym pojazdem, moto jest szybsze od reszty takze zawsze zdąże nadgonic, ale po drugie to teoria swoje a praktyka swoje, bo ja w prawie identycznej sytuacji parę lat temu (tylko ze jechalem na czołówke, ale też wolno) pamietałem żeby nie cisnąć przedniego i nacisnąłem tylny a przedni tylko (znaczy chyba ;) ) musnąłem, i co? no gówno bo wyglebiłem w ten sposób ze zblokowalo tylne koło i położyłem sie na drodze, z boku wyglądało pewno profesjonalnie ale mnie nie o to chodziło, zdążyłem jeszcze tylko uciec spod kładącego sie motocykla ale i tak dupa i noga  podrapana i moto do lekkiego odnowienia lakieru :D ...

po deszczu tez inaczej sie jedzie, na wiosne też inaczej bo wszedzie piasek i syf po zimie, w zimie po lesie zupełnie inaczej.

generalnie jestem zdania że wyje..c sie to kazdy sie wyj.. wczesniej czy później, bez wzgledu na to ile książek przeczyta, wazne jest zeby tylko nic se nie połamać i nikt nie zginął przy okazji

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 8.06.2017 o 09:29, tom_apis napisał:

Hej,

Ja też ostatnio zaliczyłem glebę, wyglądało poważnie ale na szczęście nic wielkiego się nie stało. Jestem początkującym motocyklistą i świadomy swoich umiejętności jeżdżę bardzo ostrożnie. Tym razem jechałem autostradą, było już blisko do zjazdu, więc ustawiłem się na prawym pasie za tirem i pykałem 80-90km/h. Miałem dość duży odstęp od tira, jednak jak się okazało te 30-40m to było za mało. Dodatkowo byłem rozkojarzony - umiarkowana jak na autostradę prędkość, niewielki ruch samochodów - nudy, nie obserwowałem asfaltu, czekałem aż pojawi się zjazd... Nagle spod tira wyłonił się kawał czegoś - na początku myślałem że to pies, teraz obstawiam kawał belki drewnianej, cegłę itp. Nawet nie zdążyłem zareagować, najechałem na to coś no i szlif. O ile na asfalcie znalazłem się w ułamku sekundy to zatrzymanie się zajęło duuużo czasu ;) Na szczęście w nic nie uderzyłem. Skutki takie że moto trochę przerysowane (głównie tłumik, dekiel, owiewka), ja też trochę potłuczony i odrapany ale w sumie OK. Dojechałem do domu o własnych siłach. Niestety ubranie prawie w całości do wymiany/naprawy ale spełniło swoje zadanie doskonale.

Wnioski dla mnie są następujące - koncentracja do samego końca, jazda za ciężarówką, która jedzie wolno wcale nie jest bezpieczna. powinienem był zapewnić sobie więcej czasu na reakcję - większy odstęp, myślę też, że jazda w linii kół samochodów jest bardziej odpowiednia. Na plus - cieszę się że mimo prawie 30stC miałem na sobie pełne ubranie, to jedyna ochrona w takiej sytuacji. Teraz jeszcze bardziej podziwiam gości jeżdżących w shortach i trampkach ;) 

Jazda,  tylko nie w osi kół, zwłaszcza jeżeli ciężarówka ma z tyłu koła bliźniacze i nie daj Boże wywrotka z budowy. Z pomiędzy bliźniaków w miarę wzrostu prędkości uwalniają się kamienie, bryły błota itp. Z plandeki czasem spadają gałęzie-też mi się zdarzyło. Najlepiej trzymać dystans i ufać tylko sobie.

Pozwolę sobie na drobną uwagę odnośnie hamowania bez ABS. Trzeba wyrobić w sobie odruch hamowania na "dwa razy" tzn najpierw trochę obciążyć przednie koło, żeby uzyskać siłę tarcia, która nie pozwoli przedniemu kołu na uślizg, następnie dociskamy klamkę do końca uzyskując siłę tarcia, która będzie równoważyć siłę bezwładności wynikającą z pędu. Siła tarcia T= N/μ  N-siła nacisku,  μ-współczynnik tarcia (w tym przypadku guma-asfalt jest dosyć wysoki), natomiast brak siły nacisku (lub bardzo mała wartość) wytwarza małą siłę tarcia, a siła nacisku wytworzy się dopiero po ugięciu sprężyn przedniego zawieszenia bo dopiero wtedy nacisk przenosi się na koło.

Tą metodą nawet na mokrej nawierzchni można stanąć na przednim kole podczas hamowania.

Hamulec tylni jest w motocyklu hamulcem pomocniczym, i przydaje się głównie do manewrowania na małej prędkości. Podczas gwałtownego hamowania nacisk przenosi się na przód motocykla i siła tarcia na tyle moto jest znikoma bo znikomy jest docisk tylnego koła, tak więc uślizg jest prawie natychmiastowy. Doświadczeni motocykliści hamują jednocześnie oboma hamulcami, ale tylnym niewiele by unikać uślizgów tylnego koła i utrzymać oba koła w jednej linii - takie hamowanie jest najskuteczniejsze. Oczywiście gdyby się ktoś spierał ciężkie motocykle na siłę też można zatrzymać tylko tylnym hamulcem.

ABS - załatwia automatycznie co powyżej, luzując koło, gdy wchodzi w poślizg.

Może wszyscy to wiedzą, może to oczywiste, może mój wywód nie wszystkich przekona, ale być może komuś czasem pomoże uniknąć gleby. A dowód poniżej:

Hamowanie "na raz" przed światłami na szczęście w porę puścił klamkę.

Gleba zaraz po zapaleniu się światła stop - hamowanie w panice.

 

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.06.2017 o 17:13, marek_63 napisał:

Pozwolę sobie na drobną uwagę odnośnie hamowania bez ABS. Trzeba wyrobić w sobie odruch hamowania na "dwa razy" tzn najpierw trochę obciążyć przednie koło, żeby uzyskać siłę tarcia, która nie pozwoli przedniemu kołu na uślizg, następnie dociskamy klamkę do końca uzyskując siłę tarcia, która będzie równoważyć siłę bezwładności wynikającą z pędu. Siła tarcia T= N/μ  N-siła nacisku,  μ-współczynnik tarcia (w tym przypadku guma-asfalt jest dosyć wysoki), natomiast brak siły nacisku (lub bardzo mała wartość) wytwarza małą siłę tarcia, a siła nacisku wytworzy się dopiero po ugięciu sprężyn przedniego zawieszenia bo dopiero wtedy nacisk przenosi się na koło.

 

 

Pozwolę sobie wrócić na chwilę do tematu. Oczywiście to co cytuje, jest dla mnie w teorii zrozumiałe. Ale jak to zastosować w praktyce. Prawdopodobnie nie myślę tak szybko, więc na mój logiczny tok rozumowania, lepiej mieć "nawyk" niż myśleć. Ale jak ten nawyk nabyć? Mieć więcej takich sytuacji? Czy może jakieś kursy doszkalające? Tor? Ćwiczenia samemu na jakimś pustym parkingu? Jak nabyć takich nawyków, nie mając takich sytuacji. W normalnym ruchu, na zwykłej ulicy, każdy podświadomie unika wszelkich konfrontacji niechcianych. Tak działa psychika, przynajmniej moja. Ale jak to się mówi. praktyka czyni mistrza. Przeginanie w normalnym ruchu jest ryzykowne, bo nie do końca pewne czy skończy się szczęśliwie. A znowu ćwiczenie w warunkach "laboratoryjnych" (pusty parking, zamknięta droga, tor) to poczucie pewności, że jesteśmy sami i nic nam nie wyjedzie z boku, zza pleców, z naprzeciwka. Więc gdzie złoty środek? chyba raczej nie ma.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.08.2017 o 20:59, Klamra napisał:

Więc gdzie złoty środek? chyba raczej nie ma.

Cóż trochę czuję się wywołany do tablicy. Postaw pytanie inaczej, czy masz inne wyjście jak tylko być coraz lepszym? Być może dla niektórych motocykl jest jedynym normalnie używanym środkiem transportu, ale wydaje mi się, że dla większości jest to hobby: turystyka na moto, turystyka zlotowa, przejażdżki bliższe i dalsze, dla niektórych tor. Choć w zasadzie dotyczy to jednych i drugich: tak jak w grze w nogę, jak grze w tenisa, czy kosza każdy chce być coraz lepszy poprzez doskonalenie umiejętności - jedni chodzą do klubów, inni obczajają temat z książek i netu, dlaczego jeżdżąc na moto nie zastosować tego schematu: lepszy technicznie kierowca = bezpieczniejszy (o ile szajba nie odbije, albo ego urośnie do nieskończoności). Nie ma innego wyjścia trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć i opanować w tym przypadku niechciane odruchy obronne. Np. jedziesz i widzisz kierowcę puszki na podporządkowanej, który na Ciebie nie patrzy i sobie myślisz: co jeśli wyjedzie? nie patrzę na niego, tylko tam, gdzie będę go omijał, gdzie więcej  miejsca, przenosisz palce na klamkę hamulca i myślisz hamowanie, ale jak? bo jest po deszczu itd... i tak za każdym razem, aż stanie się to oczywiste i odruchowe. Ćwiczenia na kursie doszkalającym na pewno pomogą, na torze też, zabawa samemu na pustym parkingu nie zawadzi, a zrozumienie teorii i fizyki? myślę, że może pomóc. Ogólnie wydaje mi się, że temat poznany i zrozumiany i przemyślany łatwiej opanować w praktyce czego sobie i wszystkim życzę. Aha, i nie chodzi o prowokowanie trudnych sytuacji drogowych, ale o ich przewidywanie. Amen.

P.S.

właściwie to chyba jest temat na forum traktujący o technice jazdy. Nie wiem tylko na ile jest tam przedstawione ujęcie teoretyczne zachodzących zjawisk fizycznych.  Jest na ten temat dość dużo literatury ale chyba nie do końca przystępnie napisana. Sprawdziłem na forum "onkel pyter" wyprodukował bardzo przystępne wideo poradniki (choć podstawy teoretyczne są bardzo uproszczone) - polecam. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziś niecałą godzinę jeździłem po mieście - miałem trzy podobne sytuacje-wymuszenia. Najlepsze jest to, że żaden ani nie przeprosi czy choćby mignie światłami, a jak dojdzie do zdarzenia to się za głowy łapią, ręce załamują i soczyście przepraszają...

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, Great Pretender napisał:

Pierwszy raz i mnie trafił, nie liczę poprzedniej na 125cc gdzie tylko straty w moto było.

1dzien urlopu i od razu kumulacja wolnego

https://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,wypadek-na-granicy-rybnika-i-radlina-kierowca-osobowki-wymusil-pierwszenstwo-na-motocykliscie,wia5-3266-34709.html

To Ty miałeś ten "crash"???

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moto raczej kasacja, silnik/skrzynia podobno zblokowana. Moto nie widziałem. Z urazów to wyskoczony bark i pęknięta kość łonowa. No i od pasa w dół czarny byłem  . 

ciuchy tez raczej kasacja-kask przerysowany agv k3 raczej kiepski bo nos złamany ząb tak samo :/ kurtka pocięta wiadomo, spodnie rozerwane w dwóch miejscach, buty alpine Smx 6 slider straciły

5 miesięcy i ponad 9tys km się nacieszylem

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to wracaj do zdrowia.

Można powiedzieć, że miałeś szczęście w nieszczęściu.

A jakie plany na przyszłość??? Powrót do dwóch kółek, czy pass???

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, grzesiek_73 napisał:

No to wracaj do zdrowia.

Można powiedzieć, że miałeś szczęście w nieszczęściu.

A jakie plany na przyszłość??? Powrót do dwóch kółek, czy pass???

Dzieki

mysle ze bedzie powrót do 2oo choć może się okazać ze pobwejsciu na moto będę miał wewnętrzna blokadę i będzie lipa.

celuje  w suzuki gsxs750 lub burka400, ewentualnie używka t-max530. Pucowanie moto z smaru coraz mniej mnie bawi.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widzę sentyment do maxi pozostał. Jak nie chcesz łańcucha to zawsze można czegoś na wale poszukać, co prawda ceny nowych maszyn z wałem są trochę dziwne ale w używkach coś by się pewnie znalazło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.